3.5 C
Kielce
wtorek, 17 lutego, 2026
Strona głównaSportRelacja z wyprawy morawickich alpinistów

Relacja z wyprawy morawickich alpinistów

Zobacz

W sierpniu nasza nieformalna grupa alpinistów amatorów z Morawicy w składzie Zbigniew Więckowski, Jakub Lach, Michał Wojtasik, Konrad Wójcik, Marcin Hajnderajch, Andrzej Lipowicz (Częstochowa) i ja Bartosz Kruk kontynuowaliśmy nasz plan którego celem jest zdobycie Korony Europy – najwyższe szczyty każdego państwa w Europie. Tym razem wybór padł na Skandynawię.

9 szczytów w tym 6 zaliczanych do Korony, 10 dni podróży, blisko 7800 km przejechane samochodem, ponad 100h spędzonych w samochodzie, 13 razy przekraczana granica, 8 różnych krajów (Niemcy, Dania, Szwecja, Norwegia, Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa ) i 1 najdalej wysunięty punkt Europy Przylądek Nordkapp.

Góry Danii – (Mollehoj, Yding Skovhoj, Ejer Bavnehoj), Estonii (Suur Munamägi), Łotwy (Gaiziņkalns) i Litwy (Aukstojas) są niewysokimi wzniesieniami których zdobycie nie wiąże się z żadnymi trudnościami, tak w przypadku Norwegii (Galdhopiggen 2469 m n.p.m. najwyższy szczyt Skandynawii ) Szwecji (Kebnekaise 2117 m n.p.m.) i Finlandii (Haltiatunturi 1328 m n.p.m.) mogliśmy wykorzystać nasze dotychczasowe doświadczenia – wielogodzinne trekingi, praca na linie przy przejściach lodowcowych wśród szczelin, wspinaczka skalna itp.

Norweski szczyt postanowiliśmy zdobywać od schroniska Juvasshytta gdzie musieliśmy przejść lodowiec Styggebrean i istniało ryzyko wpadnięcia do szczeliny, konieczna była asekuracja oraz wyposażenie w postaci liny, uprzęży, raków itd. Dzień w którym wyszliśmy poprzedzony był intensywnymi opadami śniegu, a co się z tym wiąże brak widocznego szlaku i jak doliczymy do tego słabą widoczność, silny wiatr, brak znajomości terenu, szczeliny lodowcowe to z teoretycznie „łatwej górki” zrobił nam się całkiem ciekawy SZCZYT:).

Najwyższy szczyt Szwecji o wdzięcznej nazwie Kebnekaise leży w Górach Skandynawskich już za kołem polarnym, w Laponii. Samochód zostawiamy w Nikkaloukta – skąd zaczyna się szlak na Kebnekaise. Następny przystanek to schronisko „Kebnekaise Fjallstation”, dokąd trzeba dojść 19 km. I tam rozbijamy namioty. Po krótkiej nocy rozpoczęliśmy bardzo ciekawy dzień obejmował on treking malowniczym szlakiem, przejście lodowcem, polami śniegu, wspinanie się po skałach – w tym przypadku można było wykorzystać ferraty i na końcu „śnieżne wzniesienie”. 9h w dwie strony i kolejne wcześniej wspomniane 19 km do samochodu. Wspomnienia związane ze szczytem Haltiatunturi to renifery, bezkres terenów, i wkoło morze kamieni, praktycznie cała droga jest po kamieniach mniejszych lub większych, ale zawsze kamieniach. W całej naszej podróży „wisienką na torcie” miał być przylądek Nordkapp, oczywiście dotarliśmy na miejsce ale ok 50 km przed celem pogoda zepsuła się i na przylądku było deszczowo, wietrznie i mglisto, pomyśleliśmy o przeczekaniu ale prognozy zapowiadały 7 dni deszczów. Pozostał powrót do domu przez niekończące się lasy Finlandii promem z Helsinek(tu krótkie zwiedzanie miasta) do Talina i tak przez całą Estonię, Łotwę i Litwę do Polski. A zapomniałem dodać że odwiedziliśmy w Finlandii w Rovaniemi Św. Mikołaj, powiedział i kazał przekazać, że w grudniu wybiera się do Polski i odwiedzi wszystkie dzieci.

Kolejne wyprawy te mniejsze i większe już planujemy i oczywiście po powrocie opowiemy o nich.

                                                                                                                                                         Bartosz Kruk

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Galeria

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Aktualności

Renata Stachera Kobietą Gminy Mniów 2026. VI Święto Kobiet zgromadziło ponad 130 pań!

Renata Stachera zdobyła tytuł „Kobiety Gminy Mniów 2026” podczas VI edycji Święta Kobiet Gminy Mniów, które tradycyjnie odbyło się...

Polecamy