3.5 C
Kielce
wtorek, 17 lutego, 2026
Strona głównaKultura„Aparat z Drochowa Dolnego”

„Aparat z Drochowa Dolnego”

Zobacz

Aparat fotograficzny? Wiadomo: telefon komórkowy!  Najlepiej z podwójnym albo i potrójnym zestawem kamer, wydajną kartą pamięci, światłoczułym sensorem i innymi udogodnieniami, które powodują, że mamy  wymarzone zdjęcie bez wysiłku i to wszystko w jednym, mega funkcjonalnym urządzeniu.  Tak, w pierwszym odruchu, odpowiedziałaby większość z nas. Tylko czasami, gdzieś w podróży, na wakacjach, możemy dostrzec osobę z kompaktowym aparatem fotograficznym, niejednokrotnie wywołującym lekkie zdziwienie u młodego pokolenia.  Co to? Po co? Co w nim jest ciekawego?  To wiedzą pasjonaci fotografowania, ludzie, którzy aparat znają lepiej niż własną kieszeń.

Taką osobą jest niewątpliwie pan Edward Kurtyka z Drochowa Dolnego – kolekcjoner i szczęśliwy posiadacz około 350 sztuk aparatów, wśród których najstarszy model pochodzi  z 1865 roku.  W oddzielnym pokoju, na własnoręcznie wykonanych półkach, starannie ułożone i odkurzane, stoją dumnie aparaty ilustrujące swoją ewolucję na przestrzeni dziejów.  Pierwszy, który zapoczątkował kolekcję pana Edwarda to rosyjska Zorka, wspomnienie dzieciństwa i nauki wykonywania zdjęć.  Jako nastolatek należał do kółka fotograficznego i wtedy narodziła się pasja, która ciągle trwa.  W ciągu 10 lat zgromadził eksponaty z całego świata: Czech, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Węgier. Skórzane, drewniane, metalowe, z napędem sprężynowym, na baterię, na kasety, szpulki, na płytę – do wyboru, do koloru.  Każdy – co jest wyjątkowe, gdyż wiele z nich to antyki, spotykane jedynie w muzeach – można dotknąć, otworzyć, dowiedzieć się, jak funkcjonował.  Swoją wiedzą chętnie dzieli się ich właściciel – zdejmuje z półek kolejne egzemplarze, otwiera maleńkie klapki, szklane obiektywy, wykręca śrubki i szczegółowo opisuje każdy aparat.  Jeden z najcenniejszych – Corona Tankette z 1938 roku – otrzymał z Białej Podlaskiej. Jego wartość – ok. 4000 zł, wynika stąd, że model ten- został wyprodukowany przez braci Pawelskich w b. małej ilości. Marzeniem kolekcjonerów jest aparat firmy Ka-Pol z lat 30-tych, produkowany w Chodzieży przez Pawła Sobkowiaka.

Ale równie interesujący jest Kodak na miechu z 1907 roku, czy na trapezie z 1910, Zenity, których wykonano ok. 70 modeli, a 15-e z nich należy do pana Edwarda, z czego jeden pochodzi z olimpiady w Moskwie 1980 r.  Amerykański Polaroid to z kolei prezent od brata – wyjątkowy, bo z niebieską, dużą lampą. Po zrobieniu fotografii takim sprzętem, nagrzewa się magnezja (tzw. proszek błyskowy niegdyś podpalany przez fotografa w chwili robienia zdjęcia) i trzeba specjalnym przyciskiem wyjąć jednorazową żarówkę.

Prostokątne pudełko niczym walizka to francuski Paris z odsuwanym dołem, a metalowy, ciężki, mieszczący się w kieszeni koszuli, to typowy aparat szpiegowski z 1930 roku.

Ze względów historycznych, jeden jest szczególnie bliski panu Edwardowi. To Zeiss Ikon Baby z 1930 roku, aparat przedwojennego fotografa i działacza Powstania Warszawskiego – Karola Pęcherskiego. Unikatowy egzemplarz otrzymał od wnuczki lekarza-przyjaciela Pęcherskiego.  Wykonane nim zdjęcia, ( kilka tysięcy ) stanowią zbiór Muzeum Powstania Warszawskiego.

Sentymentem darzy również aparat Kodak  Brownie, pamiątka po Sybiraku, który zesłany na wygnanie, dokumentował nim swój los.

Ciekawostką jest aparat stereoskopowy z USA mogący wykonać dwa zdjęcia naraz, dzięki 2 obiektywom ze sprzężonymi ze sobą migawkami. Osie obiektywów są  równoległe i ustawione od  siebie o odległość która wynosi ok. 6  cm (rozstaw oczu człowieka).

Ale kolekcja to nie tylko aparaty. Jest tu i atrapa,  będąca kiedyś ozdobą zakładu fotograficznego we Wrocławiu, kamery  i prawdziwa gratka dla miłośników fotografii – fotoplastykon z przełomu XIX i XX wieku, w którym jako źródło światła wykorzystywany jest płomień świecy.

Pan Edward, z największą dokładnością opisuje każdy egzemplarz, prezentuje jego budowę, działanie. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ten energiczny, niesamowity człowiek jest niewidomy.

Wzrok utracił dawno, ale to nie zmieniło jego pasji.  Aparaty gromadzi nieustannie –ze wszelkich możliwych źródeł – i choć nieraz miał propozycje ich sprzedaży (m.in. od muzeum w Krakowie), na razie nie wyobraża sobie bez nich życia.

Są jego częścią, mają duszę i opowiadają historie, które – jako jeden z niewielu – potrafi zgłębić do ostatniej śrubki, bo  taki z niego „aparat”.

Aneta Zelis

Galeria

Aktualności

Renata Stachera Kobietą Gminy Mniów 2026. VI Święto Kobiet zgromadziło ponad 130 pań!

Renata Stachera zdobyła tytuł „Kobiety Gminy Mniów 2026” podczas VI edycji Święta Kobiet Gminy Mniów, które tradycyjnie odbyło się...

Polecamy